Szarejki - Królestwo dudka

  • recepcja
  • forum
  • manifest
  • artykuły
  • dudek
  • obrona dudka
  • cookies
  • rodo
  • kontakt
  • Mazury Garbate
  • Szarejki
  • Ełk
    • Ełk nie jest własnością inwestorów

Wyciąć, żeby „było porządnie”. Tylko po co?

Te zdjęcia są smutnym przykładem tego, jak łatwo człowiek potrafi pomylić porządkowanie przyrody z jej niszczeniem.

Widać teren torfowiska, na którym wycięto znaczną część zadrzewień i zakrzaczeń. Zamiast żywego, złożonego ekosystemu pozostały sterty gałęzi, rozjeżdżona i odsłonięta ziemia oraz krajobraz, który wygląda tak, jakby przyrodzie trzeba było koniecznie „pomóc” za pomocą piły i ciężkiego sprzętu.

I właśnie tutaj zaczyna się problem. Torfowisko nie jest zwykłą łąką, którą można dowolnie urządzać według własnego gustu. To niezwykle cenny ekosystem, którego funkcjonowanie jest ściśle związane z wodą. Torf powstawał przez setki, a często tysiące lat. Jest magazynem ogromnych ilości węgla, zatrzymuje wodę i stanowi siedlisko wyspecjalizowanych gatunków roślin i zwierząt.

Oczywiście istnieją sytuacje, kiedy usuwanie drzew i krzewów z torfowiska jest elementem prawidłowej ochrony przyrody. Sam fakt, że rosną tam drzewa, nie oznacza automatycznie, że powinny pozostać. Na niektórych torfowiskach ekspansja brzozy, sosny czy krzewów jest skutkiem wcześniejszego osuszenia terenu, a ich usunięcie może być częścią jego renaturyzacji.

Ale jeśli wycinka odbywa się bez przywrócenia właściwego poziomu wody, bez planu ochrony siedliska i bez wiedzy o tym, co właściwie próbuje się osiągnąć, to trudno nazwać ją troską o przyrodę. Wtedy jest to po prostu ingerencja dla samej ingerencji.

Na pierwszym zdjęciu szczególnie mocno rzuca się w oczy ogromna ilość ściętej biomasy. Na drugim widać skalę przekształcenia terenu — jeszcze niedawno była tu zwarta roślinność, a teraz krajobraz przypomina plac po wycince. Człowiek zabiera drzewa, krzewy i strukturę siedliska, a potem często patrzy na powstałą pustkę z satysfakcją, bo „jest czysto”.

Tylko że przyroda nie potrzebuje być czysta. Potrzebuje być żywa.

Najbardziej absurdalne jest to, że człowiek potrafi przez dziesięciolecia osuszać mokradła, niszczyć ich naturalne stosunki wodne, a następnie — kiedy pojawia się sukcesja roślinności — walczyć z jej skutkami piłą mechaniczną. Zamiast zadać sobie podstawowe pytanie: „Dlaczego ten teren wygląda właśnie tak?”, łatwiej uznać drzewa za problem i je wyciąć.

To nie jest dowód panowania nad naturą.
To jest często dowód braku zrozumienia, czym natura właściwie jest.

Bo człowiek ma niezwykłą zdolność: potrafi zobaczyć setki młodych drzew, krzewów, roślin i organizmów tworzących przez lata skomplikowany układ zależności — i pomyśleć:

„Trzeba to wyciąć, bo przeszkadza.”

A potem zostaje pusty teren, sterty gałęzi i przekonanie, że zrobiło się coś pożytecznego. Czasami największą przysługą, jaką możemy oddać przyrodzie, jest po prostu przestać ją poprawiać.

Brawo, człowieku. Znalazłeś drzewa na torfowisku — więc je wyciąłeś.

Patrząc na te zdjęcia, trudno nie zadać sobie pytania: ile trzeba mieć samozadowolenia, żeby spojrzeć na taki teren i uznać, że najlepszym rozwiązaniem będzie piła mechaniczna?

Było życie — są sterty połamanych gałęzi.
Była roślinność — jest wycięta rana w krajobrazie.
Było siedlisko — zostało „uporządkowane”.

Bo przecież człowiek wie najlepiej.

Torfowisko, czyli jeden z najbardziej wartościowych i wrażliwych ekosystemów, potraktowano jak działkę, na której ktoś postanowił zrobić porządek według własnego widzimisię. Wytnijmy drzewa. Usuńmy krzaki. Rozwalmy strukturę siedliska. A potem możemy być dumni, że teren wygląda „estetycznie”.

Tyle że przyroda nie jest ogrodem działkowym. Nie rośnie po to, żeby człowiekowi było wygodnie patrzeć przez okno.

I żeby była jasność: na niektórych torfowiskach usuwanie drzew i krzewów może być uzasadnionym działaniem ochronnym. Ale wtedy robi się to z konkretnym celem przyrodniczym, na podstawie rozpoznania siedliska i stosunków wodnych. Nie dlatego, że komuś przeszkadza, że natura nie wygląda jak równo skoszony trawnik.

Bo właśnie to jest najbardziej żałosne w ludzkim podejściu do przyrody: najpierw ją niszczymy, a później nazywamy to pielęgnacją.

Na zdjęciach nie widać troski o przyrodę. Widać przede wszystkim skalę ludzkiej ingerencji i bardzo typową potrzebę poprawiania czegoś, czego człowiek nawet nie rozumie.

Tysiące lat natury potrafią zostać sprowadzone do kilku godzin pracy pilarką. A potem ktoś stanie, popatrzy na sterty gałęzi i powie:

„No, teraz jest porządek.” Można postawić DOM.

Nie. Teraz jest po człowieku.

I może właśnie czas przestać traktować każde drzewo, każdy krzak i każdą dziką przestrzeń jak coś, co człowiek ma prawo według własnego uznania „zagospodarować”. Bo największym problemem tego miejsca prawdopodobnie nie były drzewa.

Największym problemem był człowiek, który uznał, że wie lepiej od ekosystemu, który funkcjonował bez niego.

2026-09-11 Opublikowane przez szarejki Zostaw komentarz W kategorii:ekologia

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Stowarzyszenie Sołectwa Szarejki - Facebook

Miejsce, które odwiedzacie, powstaje dzięki znakomitej współpracy łebmajstra z Copilotem Microsoftu, czyli z AI.

Upupa epops Madrid 01
Şahlûr-33
American beaver in High Park, Toronto
European Badger - Meles meles - Scotland (53260881618)
Igel im Garten..2H1A2820ОВ
Farma Mazurska
Garbate Rancho

Webmaster/Łebmajster: 2026 @ atranspl.com

  • Strony WEB
  • Tłumaczenia
  • Filozofia

Copyright © 2026 · Agency Pro On Genesis Framework · WordPress ·