Ten tekst nie jest manifestem. Jest gestem estetycznym.
Bo borsuk w dżungli blokowisk nie jest symbolem walki. Jest symbolem utraconej harmonii, którą można jeszcze odzyskać — jeśli ktoś ma dość wrażliwości, by ją zauważyć.
O pięknie, które znika, gdy człowiek zapomina patrzeć
Nie jestem ekologiem. Nie jestem aktywistą. Jestem jedynie kimś, kto lubi, gdy świat zachowuje swoją naturalną elegancję.
A jednak — mój „prywatny” borsuk na Szarejkach sprawił, że zatrzymałem się na chwilę dłużej. Nie dlatego, że potrzebował pomocy. Dlatego, że był piękny.
✦ Krajobraz, który traci linię
Szarejki były kiedyś przestrzenią o idealnej proporcji: ciemność, cisza, stare drzewa, pagórki, zarośla, ścieżki wydeptane przez tych, którzy tu byli przed nami.
To była kompozycja. Nie przypadek.
Dziś człowiek dodaje do niej elementy, które nie pasują do całości: płoty, światła, hałas, wycinki „bo przeszkadza”, drogi „bo szybciej”.
I nagle borsuk — istota, która zna tę ziemię lepiej niż my — musi szukać nowego domu. Nie dlatego, że chce. Dlatego, że zabraliśmy mu linię melodyczną jego świata.
✦ Borsuk nie protestuje
Nie pisze petycji. Nie organizuje marszów. Nie krzyczy.
On po prostu odchodzi.
A czasem wraca — jak mój — i stoi na skraju drogi, jakby pytał: „Czy to miejsce jeszcze mnie pamięta?”
✦ Dlaczego to robimy?
Nie z okrucieństwa. Z nieuwagi.
Z tej ludzkiej skłonności do myślenia, że świat jest tłem, a nie współbohaterem. Że krajobraz jest scenografią, którą można dowolnie przestawiać.
Ale krajobraz ma swoją pamięć. I swoje relacje. I swoich mieszkańców, którzy nie są intruzami — są gospodarzami.
✦ Co można zrobić, bez aktywizmu
- zostawić zarośla, nawet te „niepotrzebne”
- nie grodzić działek jak twierdzy
- pozwolić drzewom rosnąć, jeśli nie proszą o wycinkę
- tworzyć przejścia dla zwierząt, dyskretne, eleganckie
- zgłaszać miejsca bytowania borsuków tym ekologom, którzy naprawdę wiedzą, co robią
- uczyć dzieci patrzenia — nie protestowania
Dlaczego niszczymy jego siedlisko i zmuszamy go do szukania nowego domu?
Mój „prywatny” borsuk na Szarejkach nie jest żadną metaforą — to żywe, ciche istnienie, które od lat próbuje przetrwać w krajobrazie coraz bardziej rozrywanym przez ludzką ekspansję. Borsuk nie jest intruzem. To my wtargnęliśmy w jego świat, rozcinając go drogami, ogrodzeniami, nowymi działkami, hałasem i światłem, które nigdy nie gaśnie.
W Szarejkach — miejscu, które jeszcze niedawno było spokojną mozaiką pól, miedz, starych drzew i mazurskich pagórków — borsuk miał wszystko, czego potrzebował:
- ciemność,
- ciszę,
- ciągłość terenu,
- bezpieczne korytarze migracyjne,
- stare siedliska, które pamiętały pokolenia jego przodków.
Dziś ta przestrzeń zaczyna przypominać dżunglę blokowisk. Nie w sensie architektonicznym, lecz symbolicznym: chaotyczną, agresywną, nieprzewidywalną. Człowiek buduje szybko, bez refleksji, bez świadomości, że każdy nowy płot jest dla borsuka ścianą nie do przejścia. Każda nowa droga jest ryzykiem śmierci. Każde wycięte zarośla są utratą schronienia.
Borsuk nie walczy. Borsuk nie protestuje. Borsuk po prostu odchodzi.
A czasem — jak mój borsuk — próbuje wrócić, szukając miejsca, które już nie istnieje.
To nie jest historia o zwierzęciu. To jest historia o relacji, którą zniszczyliśmy, nawet nie zauważając, że istniała.
Dlaczego niszczymy jego siedlisko?
Bo nie widzimy. Bo nie słyszymy. Bo nie czujemy, że ta ziemia jest zamieszkana przez kogoś więcej niż nas.
Wystarczy jednak jeden borsuk, który pojawi się na skraju drogi, żeby zrozumieć, że niszczymy nie tylko jego dom — niszczymy własny krajobraz sensu. Krajobraz, który był spokojny, organiczny, relacyjny. Krajobraz, który nas karmił, nawet jeśli nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.



Sama prawda. To my jesteśmy odpowiedzialni za niszczenie wokół wszystkiego co kiedyś tętniło życiem. .Jestem ciekaw co pokażemy za kilka lat naszym dzieciom, wnukom, znajomym……. WSZĘDZIE BETON I PŁOTY ?.